Projektowanie plakatów, Google Ads Kurs, notariusz katowice, Rolety, mennica polska, sztabka złota, złote monety, złoto, srebrne monety, Wróżenie z kart, testy do policji,

Metal Gear Solid - solucja

wszystko co nie pasuje do innych działów

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
michael69
-#
Posty: 1811
Rejestracja: czw 15 maja, 2008 08:47
Kontakt:

Metal Gear Solid - solucja

Post autor: michael69 »

[center]Obrazek[/center]

[center]POSTACIE:[/center]
FOX HOUNO - Kryptonim oddziału wyhodowanych genetycznie idealnych żołnierzy. Każdy z członków oddziału posiada niezwykłe zdolności i jest wielokrotnie sprawniejszy od przeciętnego komandosa. Jak się okaże, w trakcie rozgrywki, nawet oni do końca nie wiedzą, co jest stawką w tej grze N.G.S.F. - Next Generation Special Forces -żołnierze nowej generacji, szkoleni w rzeczywistości wirtualnej, jedna z najpilniej strzeżonych tajemnic Pentagonu. Oficjalnie nie istnieją. Nieoficjalnie zostali ściągnięci na ćwiczenia, które miaty zakończyć się ich cichym usunięciem z tego świata, co było jednym z powodów przejęcia przez nich bazy. Aczkolwiek nie jedynym i najważniejszym.

SOLID SNAKE - Były żołnierz tajnej jednostki wojskowej noszącej kryptonim Ogar „Fox Hound". Po odejściu ze służby usiłował żyć normalnie, lecz został siłą doprowadzony przed oblicze swego byłego dowódcy. Zmuszony do wzięcia udziału w misji ocalenia zakładników i sprawdzenia, czy terroryści rekrutujący się z jego dawnego oddziału rzeczywiście mają kody potrzebne do odpalenia głowic nuklearnych.

MERYL SILVERBURGH - Dość tajemnicza osóbka; Początkowo dowiadujemy się, że to bratanica Roya przetrzymywana przez terrorystów. Potem szybko wyrasta na jedną z głównych bohaterek dramatu i obiekt afektacji Snake'a. Niespełniona dusza żołnierza w pięknym ciele, zapragnęła przyłączyć się do renegatów z OGARA. lecz. jak to bywa, szybko przekonała się. że jej marzenia mijają się z rzeczywistością.

ROY CAMPBELL - Pułkownik, były dowódca oddziału OGAR. obecnie na emeryturze. Zaangażowany w sprawę ze względu na bratanicę, powoli odsłania swoje prawdziwe oblicze w grze. w której stawką jest istnienie świata. To on kazał sprowadzić Snake'a, by przeprowadził rozpoznanie w bazie.

DR EMMERICH - Wielki miłośnik mangi (stąd jego pseudonim Otacon - od Otaku Convention. gdzie podłapał koncepcję swojego wynalazku; Twórca Metal Geara, supermecha skonstruowanego w Arms Tech do przenoszenia głowic jądrowych. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego dzieło ma stanowić najnowocześniejszą broń masowej zagłady. Pod wpływem wydarzeń staje się cichym sprzymierzeńcem Snakea, by choć w części naprawić swoje winy.

KENNETH BAKER - Prezes Arms Tech. Osobiście odpowiedzialny za konstrukcję niewykrywalnych głowic atomowych nowej generacji. Przybył do bazy, by osobiście nadzorować pierwsze próbne odpalenie nowej broni.

DONALD ANDERSON - Szef Defence Advanced Research Project Agency. Drugi obok Bakera twórca rzeczywistego programu Metal Gear.

DR NAOMI - Kluczowa postać dramatu. Sierota uratowana przez najemnika podczas jednej z wojen w Afryce. Podwójna agentka, której celem jest dopaść Snake'a obwinianego o zabicie obu opiekunów.

MEI LING - Oficer łącznikowy i wybitna specjalistka w dziedzinie telekomunikacji, jej dziełem jest wszczepiony do kości czaszki system łączności, jakim dysponuje Snake oraz radar nowej generacji. Również na wyposażeniu naszego bohatera.

MASTER MILLER - Były oficer szkoleniowy grupy OGAR. Obecnie na emeryturze. Ochotniczo włączył się do akcji pomagając Snake owi przedostać się do bazy. Jak się później okaże, to tylko przykrywka w znacznie bardziej skomplikowanej grze pozorów.

NINJA
- Prawdziwe nazwisko Frank Jaeger. Najemnik i żołnierz oddziału OGAR. Zabity (poniekąd) przez swojego jedynego przyjaciela. Snake a podczas akcji na Madagaskarze przed sześcioma laty. To on uratował Naomi i przekazał ją pod opiekę Big Bossa, pierwszego dowódcy OGARA, a później szalonego rewolucjonisty. Ciąży na nim jednak zbrodnia popełniona na rodzicach Naomi. o czym dziewczyna nie wie. Zabrany z pola walki i odtworzony przez osobę, której sam kiedyś uratował życie staje się cybernetycznym organizmem.

REVOLVER OCELOT
- Mistrz strzelecki, pozbawiony skrupułów zabójca. Wyznawca zasady: wszechobecnej rewolucji światowej głoszonej przez Big Bossa. Pracuje na dwie strony, także dla Rosjan.

PSYCHO MANTIS - Kolejny emigrant zza żelaznej kurtyny. To on jest sprawcą większości zamieszania, w jakie pakuje się nasz bohater. Psycho Mantis wymyślił bowiem misterny plan wykorzystania Snakea do odwalenia najbrudniejszej roboty.

RAVEN VULCAN - Półkrwi Indianin potrafiący kontrolować umysły ptaków. Ten półnagi olbrzym nosi na całym ciele tatuaże kruków, z którymi żyje w swoistej symbiozie. Groźny przeciwnik, żyjący w wyimaginowanym świecie honoru wojownika.

SNIPER WOLF - Jedyna kobieta wśród terrorystów. Znakomita mistrzyni strzelecka i wielka miłośniczka zwierząt. Dzięki jej chusteczce można oswoić najgroźniejsze z psów. Meryl zresztą podobnie na nie działa. Opętana manią zabicia Snakea i przejścia do legendy.

LIOUID SNAKE - Jeden z ośmiu klonów idealnego żołnierza, stworzony przez Big Bossa podczas eksperymentu Enfant Terrible. Razem ze Snake'em są jedynymi z całej ósemki, którzy przeżyli. Z tym, że Liquid zawsze był w cieniu „brata", który zresztą nic o nim nie wiedział. Teraz, gdy rząd zapragnął pozbyć się wszystkich dowodów na istnienie żołnierzy następnej generacji, Liquid postanowił przeciwstawić się temu.

BIG BOSS - To z jego komórek powstały klony Snake'a. Mityczny założyciel grupy OGAR, po latach stał się renegatem ściganym przez rząd za wcielanie w życie własnego utopijnego projektu OUTER HEAVEN. Zginął przed sześciu laty z ręki Snake'a.

[center]Obrazek[/center]


Byłem żołnierzem, nosiłem pseudonim Snake. Solid Snake.
Kiedyś należałem do elitarnej jednostki OGAR (FOXHOUND). Tworzyliśmy doskonały zespół genetycznie zmodyfikowanych żołnierzy, dopóki rząd nas potrzebował. Potem poszliśmy w odstawkę. Ale nie o tym chciałem mówić. Kilka godzin temu żołnierze wywlekli mnie z domu i doprowadzili na przesłuchanie. Ku mojemu zdziwieniu osobą, która mnie powitała był pułkownik Roy Campbell. Nie dano mi żadnego wyjścia. Musiałem wykonać jeszcze jedno zadanie dla "Firmy".
Tak się bowiem składało że najnowsza akcja, w której biorę udział, ma ścisły związek z dawnymi czasami.
Siedmiu renegatów z "Ogara" prowadząc oddział Next-Generation Specjal Forces - napakowanych sztucznymi genami żołnierzy przyszłości - zajęło tajną bazę rakietową na małej wysepce opodal Alaski, gdzie w silosach drzemią rakiety z głowicami nuklearnymi. Wzieli też zakładników, szefa projektu DARPA i prezesa Arms Tech. Tak, jest też trzeci zakładnik, bratanica Roy'a, Meryl. To dla niej stary się zaangażował. Terroryści zażądali uwolnienia ich szefa, znanego pod pseudonimem "Big Boss". Jeśli rząd tego nie uczyni, rakiety spadną na Waszyngton. Moim zadaniem jest przeniknięcie do bazy, sprawdzenie czy zamachowcy rzeczywiście dysponują kodami do odpalenia rakiet i w miarę możliwości zneutralizowanie głowic nuklearnych. Dano mi niewiele czasu, zaledwie 24 godziny. Wybrano mnie z kilku powodów. Pierwszym z nich jest fakt, iż terrorystami dowodzi Liquid Snake, mój sobowtór, bliźniak czy jak tam chcecie go nazwać, a współpracuje z nim sześciu moich dawnych towarzyszy broni.

[center]Obrazek[/center]
Wystrzelono mnie z łodzi podwodnej w mini-torpedzie. Dr Naomi Campbell wstrzyknęła mi niesamowity koktajl chemiczny, przez dwanaście godzin będę nie czuły na zimno, głód i ból. To pomoże mi przetrwać w trudnych warunkach arktycznych. Skierowałem się do jednej z jaskiń służących za punkt zaopatrzeniowych bazy. Zadanie pierwsze: przeniknąć na ląd, nie wzbudzając podejrzeń strażników. Wyszedłem z wody i pozbyłem się ciążącego mi akwalungu, ale zanim rozpocząłem akcję, wróciłem na chwilę do wody, gdzie któryś z żołnierzy zgubił rację żywnościową. Teraz mogłem wyruszyć w dalszą drogę. Obserwowałem strażników, gdy nie widzieli mnie przeczołgałem się za kontenery na środku starając się ominąć kałuże. Przebiegłem pomieszczenie i ukryłem się za podnośnikiem, tam leżała druga racja żywnościowa. Odebrałem wiadomość od Roy'a i czekałem cierpliwie na windę, w końcu ktoś zjechał. Poczekałem odpowiednią chwilę i wjechałem niezauważony na górę. Ale to była dopiero przygrywka do prawdziwej akcji. Trafiłem na moment, w którym Liquid odlatywał z bazy na spotkanie F-16, które miały odwrócić uwagę terrorystów. Sprawdziłem dokładnie teren. Zauważyłem otwór wentylacyjny, którego pilnował znudzony wartownik. Oprócz niego przed wejściem znajdowało się dwóch innych komandosów: jeden spacerował leniwie po galeryjce nad bramą, drugi patrolował prawą stronę lądowiska. Wszyscy nosili karabinki kalibru 5.56. Miałem wprawdzie kamizelkę z kevlaru, ale na dłuższą metę okazałaby się całkiem nieprzydatna przy takiej broni. Niestety straciłem pod wodą całą broń.
Po rekonesansie postanowiłem dokładnie sprawdzić teren, by nie przeoczyć żadnego szczegółu. Po lewej, w małym magazynku pilnowanym przez kamerę znalazłem skrzynkę granatów ogłuszających. Dostałem się do nich czołgając się pod ścianą poza zasięgiem oka kamery. Następny cel to skrzynka granatów dymnych leżąca na lądowisku. Cała sztuczka polegała na tym by zabrać ją zanim omiecie mnie snop światła z reflektora. Pomyślałem sobie że w sytuacji alarmowej, gdy mnie będą ścigać, mogę ją zabrać podczas ucieczki. Potem przedostałem się do transportera stojącego przed bramą. Za skrzyniami leżał pistolet SOCOM z dwunastoma nabojami. Teraz spokojnie udałem się na piętro, wchodząc po schodkach znajdujących się po prawej stronie od transportera. Uważając by nie dostać się w pole widzenia kamery ominąłem strażnika. Po drugiej stronie galeryjki znalazłem magazynek do pistoletu. Wartownik miał chyba zaparowane okulary, bo udało mi się ponownie przemknąć obok niego, dosłownie o metr, a on nie zareagował. Oby więcej takich.
W jednej z wnęk znalazłem otwór wentylacyjny, to była moja droga do wnętrza bazy. Ciasno było, ale przedostałem się do środka. Teraz musiałem odnaleźć Donaldsona. Nie było to łatwe zadanie. Mozolnie czołgałem się naprzód, kiedy nagle usłyszałem strzępy rozmowy dobiegającej zza jednej kratek. Zatrzymałem się nad nią. Jednak nie opuściła mnie szczęśliwa gwiazda. Z rozmowy dwóch strażników dowiedziałem się, że poszukiwany przeze mnie człowiek przebywa na poziomie więziennym B1. Jeszcze chwila i dotarłem do wyjścia, przy którym znalazłem drabinkę, obok leżała racja żywnościowa. Zszedłem na dół zachowując bezwzględną ostrożność. Widziałem wejście do windy, ale zanim do niego podszedłem, Sprawdziłem dokładnie całe otoczenie. Pozbierałem wszystkie przedmioty, jakie mogły mi się przydać, komandos potrafi zrobić użytek ze wszystkiego. W pomieszczeniu chronionym kamerą znalazłem gogle termowizyjne (Thermal Gogle). Sprawdziłem też dokładnie hangar wypełniony remontowanymi czołgami. Patrolowało go dwóch strażników. Jedna z kratek na ścianie po prawej stronie była zdemontowana, można było wydostać się nią na zewnątrz poprzez częściowo zalany system wywietrzników. W przewodach znajdowała się też jedna racja żywnościowa.
Wyjście znajdowało się dokładnie za śpiącym strażnikiem. Potem ostrożnie ominąłem wartowników i skorzystałem z windy znajdującej się za czołgami. Wcisnąłem przycisk B1. Zjeżdżając na dół byłem przygotowany na wszystko, ale nic się nie stało. Korytarz był pusty. Strażnicy nie patrolowali tego rejonu. Niestety wszystkie drzwi były zamknięte. Na szczęście znalazłem kolejną drabinkę. Wszedłem po niej do następnych przewodów wentylacyjnych. Najpierw sprawdziłem lewą odnogę, znalazłem w niej amunicję do pistoletu. Przez kratki zauważyłem drugie pudełko amunicji na dole, a także wysłuchałem monologu strażnika siedzącego na kiblu. Wróciłem do punktu wyjścia i przeczołgałem się na wprost. Sprawdziłem jedną celę. Zobaczyłem kobietę która usilnie pracowała nad swoją kondycją. Niestety była sama, musiałem więc szukać dalej. Gdy doczołgałem się do następnej celi zobaczyłem to, co bardzo chciałem ujrzeć. Sam pan Donaldson ukazał się moim oczom. Cel numer jeden został osiągnięty. Schodząc przez otwór wentylacyjny narobiłem obiektowi niezłego stracha. Musiałem go uspakajać, używając wszystkich dostępnych środków. Na szczęście opanowałem sytuację. Rozluźniony więzień opowiedział mi ze szczegółami o wszystkim, co wiedział. Znał plany terrorystów, zatem szybko się w nich zorientowałem. Terroryści mogli odpalić ładunki, poznali już jeden kod, brakowało im tylko drugiego, tego który znał szef Arms Tech. Dzięki Donaldsowi dowiedziałem się też o wielkiej maszynie zwanej Metel Gear - wiedziałem dokładnie co ten termin oznacza. Takie kryptonimy nosiły kiedyś transportery broni nuklearnej. Teraz był to tajny superczołg do przenoszenia ładunków nuklearnych. Dostałem od Donaldsona kartę LV1, dzięki której mogłem otworzyć wszystkie drzwi oznaczone jedynką. Jego zdaniem powinienem zejść na poziom B2 i odnaleźć Baker'a, zanim Psycho Mantis nie wyciągnie z niego drugiego kodu. Poza tym dowiedziałem się jednej bardzo ważnej rzeczy. Terroryści zamurowali wiele drzwi, ale nie zdążyli pomalować ścian. Wiedziałem zatem, że powinienem zwracać uwagę na odbarwienia ścian. Niestety, szef DARPA padł martwy chwilę później, wijąc się w konwulsjach. Nie pozostało mi nic innego, jak złożyć meldunek radiowy z dotychczasowych postępów, Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że byliśmy przez cały czas podsłuchiwani z sąsiedniej celi.
Właśnie zastanawiałem się, jak opuścić zamkniętą celę, gdy na korytarzu zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Nagle drzwi do celi otworzyły się z hukiem. Kiedy ostrożnie wychyliłem się, by zobaczyć co się dzieje, poczułem dotknięcie zimnego metalu na skroni. Usłyszałem bez wątpienia kobiecy głos, który oskarżył mnie o zabicie więźnia. Próbowałem ratować sytuację, cały czas myśląc, jak wybrnąć z kłopotliwej sytuacji. W tym momencie sięgnąłem po broń. Właśnie zamierzaliśmy przewietrzyć sobie czaszki, gdy do pomieszczenia wpadło trzech terrorystów. Jak na komendę skierowaliśmy broń na napastników i w ułamku sekundy staliśmy się sprzymierzeńcami. Strażnicy nadbiegli trójkami. Przy ich zwłokach znalazłem amunicję i racje żywnościowe. Ostatnie trio wrzuciło granaty, zanim weszło. Na szczęście stałem tuż przy drzwiach i odłamki mnie nie dosięgły. Tajemnicza kobieta opuściła pomieszczenie, gdy tylko umilkły szczały. Zdążyłem jedynie zauważyć, że znika w drzwiach windy. Z tyłu wyglądała całkiem ponętnie. Ruszyłem za nią, ale zanim dopadłem drzwi i zdążyłem zadać jakieś pytanie, przygwoździła mnie do ściany seria pocisków. A niech to szlag...

[center]Obrazek[/center]
Zrobił się niezły pasztet. Nie dość, że panienka w kominiarce uciekła nie zostawiając żadnych śladów, to na domiar złego pojawił się lewitujący w powietrzu Psycho Mantis, mój stary kumpel w masce. Już zacząłem wątpić w swoje zdrowe zmysły, gdy fantom zniknął. Nie miałem nic do roboty, zatem wziąłem się do systematycznego przeszukiwania całego piętra. Sprawdzając wszystkie drzwi znalazłem trochę amunicji, a pod łóżkiem Donaldsona rację żywnościową.
Po sprawdzeniu wszystkich pomieszczeń wróciłem do windy. Zjechałem ją na poziom B.Pozbierałem wszystko, co dało się podnieść na tym poziomie, uważając na zapadnie, jakie zamontowano w podłodze. Były dość proste do ominięcia, wystarczyło szybko biec by nie spaść. Najbardziej ucieszyły mnie ładunki wybuchowe. Niestety, dość szybko wyczerpały się moje możliwości, tylko trzy magazyny były dostępne. Tutaj moja droga kończyła się, nie miałem dostępu do karty kodowej czwartego stopnia. Jeszcze raz obszedłem całe pomieszczenie i znalazłem na jednej ze ścian świeżo zamurowany otwór. Po szczegółowym przyjrzeniu się ścianą znalazłem jeszcze dwa takie miejsca. Z pomocą znalezionych wcześniej ładunków wybuchowych C4 udało mi się wejść do dwóch pokoi i jednego korytarza. Jak tylko tam wszedłem, wysiadł mi radar. A nich to szlag. W korytarzu znalazłem następny zamurowany otwór, po wysadzeniu go trafiłem do drugiego korytarza. Znalazłem w nim dwa następne otwory. Wysadziłem pierwszy z nich. Wszedłem do pomieszczenia, w którym przywiązano do słupa jakiegoś mężczyznę. Rozpoznałem w nim Bakera, ale niestety nie udało mi się mu pomóc; dookoła rozmieszczono zbyt wiele ładunków połączonych z jego ciałem. Właśnie zastanawiałem się, jak mógłbym mu pomóc, gdy obok mnie pojawił się jeden z moich dawnych kumpli, REWOLWER OCELOT. Walka jaka się między nami rozegrała, należała do tych określanych mianem ostatecznego rozwiązania. Oczywiście dla Ocelota. Moja strategia była dość prosta. Biegałem w kółko i strzelałem do niego, póki nie odpuścił. Niestety, nie miał w genach zakodowanej porażki. Widząc że nie da mi rady, postanowił wykończyć biednego Bakera. Już mierzył do niego, gdy ujrzałem jak dłoń dzierżąca rewolwer bezwładnie opada na podłogę. W pomieszczeniu był ktoś jeszcze. Tajemniczy Ninja. Nie miałem pojęcia kim był, ani co tutaj robił. Do diaska, nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. Po krótkiej, acz niczego nie wyjaśniającej rozmowie nieznajomy zniknął tak szybko jak się pojawił. Podszedłem do więźnia, by z nim porozmawiać. Miał problem z mówieniem, ale udało mi się wydostać z niego kilka interesujących szczegółów. Także i on zdradził terrorystom swój kod. Nie wytrzymał tortur, ale karty PAL nie oddał im. W tej chwili miała ją Meryl, szalona dziewczyna. Dowiedziałem się też, że jedynym człowiekiem zdolnym zablokować Metal Geara jest niejaki Emmerich, szef projektu, który znajduje się gdzieś w północnym sektorze. Dostałem od Baker'a kartę dostępu do poziomu drugiego i dyskietkę. Niestety, to wszystko, co mógł dla mnie zrobić, chwilę później dokonał żywota w bardzo podobny sposób jak szef DARPA. Czyżbym roznosił jakąś zakaźną chorobę? Otrząsnąłem się z szoku i sprawdziłem dokładnie okolicę wciąż myśląc o tym, co się stało. Nie znalazłem żadnego dodatkowego wyjścia. Postanowiłem wrócić do hangaru z czołgami. W jednym z nowo otwartych magazynów zebrałem amunicję i karabin maszynowy Fa-Mas. Musiałem nieźle się napocić, by nie przeciąć przy tym wiązki i nie narobić alarmu. W hangarze wszedłem na schody i z pokoju na górze po prawej zabrałem wykrywacz min oraz rację żywnościową.
Strażnik był naprawdę na wpół ślepy, podobnie jak jego kompan z magazynku na dole hangaru. Zwinąłem mu tłumik do Socoma, kiedy odwrócił się na moment. Przed zabraniem tego wszystkiego zatrzymałem się na chwilę i wybrałem częstotliwość 140.15. Dzięki temu udało mi się nawiązać kontakt z Meryl Silverburgh. Nasza rozmowa przeciągnęła się, ale dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy. Meryl obiecała też, że otworzy mi drzwi do hangaru, co też uczyniła po chwili. Ja czekanie umiliłem sobie zwiedzaniem okolicznych pomieszczeń. Miałem do pokonania niewielki korytarz, ale zgodnie z zaleceniem Meryl założyłem gogle termowizyjne, by uniknąć zagazowania po wdepnięciu na laserowy czujnik. Zobaczyłem sześć laserowych wiązek przemykających przez korytarz. Były umieszczone w równych odstępach jedna za drugą. Wpadłem jednak na pomysł, jak je ominąć, wymagało to chwilę czasu i opanowania. Po prostu za każdym razem mijałem jedną barierę, te które poruszały się szybciej pokonywałem na leżąco. Chyba za bardzo się rozluźniłem. O mało co wszedłbym w pułapkę, na szczęście coś się we mnie odezwało i zatrzymałem się za drzwiami. Coś było nie tak. Taka duża przestrzeń i żadnych straży? Niemożliwe! Utwierdził mnie w tym telefon od tajemniczego wielbiciela, ostrzegł mnie przed zasadzką, Używając detektora min zobaczyłem, ile jest ich zakopanych w śniegu. Czołgając się zebrałem tyle ładunków, ile mogłem unieść. Ostrożnie ruszyłem dalej. Nie udało mi się zajść daleko, kiedy ziemia pod moimi stopami zadrżała, a z hangaru wynurzył się masywny korpus czołgu M1A1. Ta walka skazywała mnie na przegraną. Chyba że...
Wykorzystując nierówności terenu podczołgałem się tak blisko, jak tylko się dało. Wykorzystałem moment, kiedy ładowano działo i obrzuciłem właz granatami. Po trzech trafieniach w Vulkana, a potem następnych trzech w terrorystę miałem zwycięstwo w kieszeni. Terrorysta który wypadł z czołgu miał w ręce kartę dostępu do poziomu 3. Wtedy nie wiedziałem jeszcze że igrają ze mną. Z tą kartą mogłem wrócić do kompleksu bazy, z której przed chwilą wyszedłem. Zjechałem windą na poziom B2 i zabrałem z magazynu opatrzonego cyfrą 3 Nikita Laucher, przy okazji odnowiłem też sobie zapasy amunicji i C4 z pobliskiej zbrojowni. Teraz mogłem spokojnie przejść do części bazy znajdującej się za wąwozem. Zanim do niej wszedłem, skierowałem się na mostek i sprawdziłem dokładnie, co znajduje się po drugiej stronie bramy. Już wymyśliłem sobie wygodną taktykę na przejście tego rejonu, gdy po minięciu bramy zrozumiałem, że nici z tego planu. Nie zauważyłem z góry, że w tym miejscu jest składowana broń nuklearna. Nici z użycia broni. Przy okazji porozmawiałem teZ z Roy'em, podał mi częstotliwość na jakiej mogłem się kontaktować z niejaką Nataszą Romanienko. Najciszej jak potrafiłem przeczołgałem się do windy i wjechałem nią na poziom B2. Zaraz po wyjściu z windy wszedłem w drzwi znajdujące się naprzeciw niej. Tak, drogę zagradzała ni przeszkoda z pozoru nie do usunięcia, cały korytarz był pod napięciem. Ale od czego ma się głowę. Pociski kierowane z Nikity załatwiły sprawę. Najpierw rozwaliłem kamery, potem w rozsypkę poszedł transformator znajdujący się na końcu pomieszczeń po lewej. Jak tylko zaczynało brakować powietrza, wycofywałem się za drzwi. Odzyskałem pełną sprawność i przeszukałem pokoje po lewej stronie. W jednym z nich znalazłem maskę przeciwgazową (Gaz Mask). To znacznie poprawiło moją sytuację. Używając jej mogłem spokojnie i systematycznie przeszukać wszystkie pomieszczenia, a potem przejść pod drzwi oznaczone symbole L4, znajdujące się na końcu korytarza po prawej. Wszedłem przez nie do komory odkażającej, a potem moim oczom ukazał się widok, jakiego nigdy nie zapomnę. Któż mógł uczynić takie spustoszenia? Przebiegłem kilka kroków i zobaczyłem wiszące w powietrzu ciało wartownika. Pod nim majaczył niewyraźny cień. Ninja! Tajemniczy wojownik puścił martwego terrorystę i wyszedł drzwiami na końcu korytarza. Ruszyłem za nim chcąc wyjaśnić jego tajemnicę. Wszedłem dokładnie w momencie, gdy usiłował pozbawić życia doktora Emmericha. Kiedy mnie zauważył, zmienił zamiary. Teraz ja byłem jego celem. Nie wiem dlaczego, ale wydał mi się znajomy. Znając możliwości Ninji zastosowałem następującą taktykę. Zaproponowałem mu walkę wręcz, zgodził się, a w tym byłem dobry. Dokopałem mu, a wtedy on zmienił zasady gry, stał się niewidzialny. OK, ja założyłem gogle termowizyjne i rzucałem granaty dymne (Chaff Grenade), by wyrównać jakoś nasze szanse i pozbawić go dobrego widzenia. Gdy stawał oszołomiony gazem, atakowałem go pięściami, a gdy skończyły się granaty, prawie go miałem. Gdy odniósł widoczne obrażenia zakończyłem walkę trzema seriami z karabinu maszynowego. Wtedy też przypomniałem sobie skąd go znam. To był Gray Fox z mojej dawnej drużyny, ale on przecież zginął na Zanzibarze. Długo rozmawiałem z Emmerichem. Nie wiedział o tym, że Metal Gear może odpalać rakiety atomowe. Pokazał mi też trick, dzięki któremu można się stać niewidzialnym. Skontaktowałem się z Meryl, ale w tym samym czasie ktoś ją zaatakował. Starałem się wyciągnąć coś jeszcze z doktorka i opowiedział mi o jego uzbrojeniu, a także podał mi jego lokalizację. Potem odszedł, ale obiecał, że jeszcze mi pomoże i zostawił swoją częstotliwość. Wyszedłem z laboratorium i przeszukałem małe stanowiska badawcze znajdujące się obok. Znalazłem w nich noktowizor. Po dokładnym sprawdzeniu wszystkich zakamarków wróciłem do windy i wjechałem na poziom B1.

[center]Obrazek[/center]
Zaraz po wyjściu z windy zauważyłem, że w pomieszczeniach znajduje się kilku strażników. Nawet w toalecie. Tam postanowiłem się na nich zaczaić, zabiłem tak dwóch czekając w ukryciu za słupem w korytarzu. Ze zdziwieniem zauważyłem, że trzeci strażnik wchodzi do toalety... ale damskiej. Musiałem to sprawdzić. Okazało się, że to Meryl we własnej osobie. Dostałem od niej kartę PAL. Po rozmowie z nią przeszukałem dokładnie całe piętro, a potem wyszedłem razem z dziewczyną drzwiami oznaczonymi cyfrą 5. Po paru krokach z Meryl zaczęło dziać się coś dziwnego - to Psycho Mantis próbował zawładnąć jej umysłem. Gdy tego dokonał, nakazał jej mnie zabić. Ogłuszyłem atakującą mnie dziewczynę, starając się nie wyrządzić jej krzywdy, a potem zabrałem się do mantisa. Dziwna to była walka. Mogłem go dosięgnąć jedynie, gdy się koncentrował, na przykład przed rzutem czy podnoszeniem foteli. W przerwach między atakami musiałem uwijać się jak w ukropie, by nie trafił mnie jakiś latający przedmiot poruszany telekinetycznie przez mojego adwersarza. Długo to trwało, ale dobrałem mu się do skóry i w końcu pozbawiłem połowy sił. Wtedy zmienił taktykę i znów spróbował poszczuć na mnie Meryl. Tym razem użyłem dwóch granatów, by ją ogłuszyć. Rozpoczęliśmy następną turę walki. Teraz Mantis ograniczał się do jednego sposobu ataku, co ułatwiło mi zadanie. Założyłem gogle termowizyjne i wyczekiwałem na odpowiedni moment. Pod koniec skumulował kilka ataków na raz. Kiedy padł, miał jeszcze tyle sił w sobie, by wyjaśnić mi motywy swojego postępowania. Pokazał nam swoją twarz, a właściwie coś, co kiedyś było twarzą. Skonał, a ja wyszedłem z tego pomieszczenia ukrytymi drzwiami, które otworzył Mantis. Meryl poszła w moje ślady. Zeszliśmy po schodach, wprost do drzwi prowadzących na zewnątrz. Było paskudnie, ciemno, zimno i padał śnieg. W oddali było słychać ujadanie psów. Nagle dziewczyna, niewiele mówiąc, pobiegła przed siebie. Ruszyłem za nią. Idąc po jej śladach dotarłem do wąskiego przesmyku. Aby go pokonać, musiałem się czołgać. Gdy wstałem, zobaczyłem, że przed wejściem do jaskini krąży wielki, groźnie wyglądający pies. Zastrzeliłem go. Założyłem noktowizor i zanurzyłem się w mrocznej grocie. W środku musiałem zabić jeszcze trzy psy, które rzucały mi się do gardła. Znalazłem przy okazji kilka skrzynek z bardzo przydatnymi przedmiotami, a w chwilę później samą Meryl. Razem przekroczyliśmy próg następnej bramy. Naszym oczom ukazał się ogromny tunel. Niestety, mój wykrywacz był tu absolutnie nieprzydatny.
Meryl znalazła jednak wyjście z tej sytuacji. W czasie gdy Mantis szperał w jej umyśle, ona przyswajała jego wiedzę. Przeszła przez pole bez problemu, a ja za nią. Nagle zobaczyłem na sylwetce dziewczyny czerwoną kropkę. Znacznik laserowy... Za późno było na jakąkolwiek reakcję. Padł strzał, Meryl upadła, ale nie widoczny snajper strzelał dalej. Stałem bezsilny, przyglądając się jak cierpi. Roy zadzwonił w tej samej chwili, jakby telepatycznie wyczuł, co się dzieje. Kiedy rozmawialiśmy o zaistniałej sytuacji, przypomniałem sobie o zamkniętych drzwiach w zbrojowni.
Poprzednio nie mogłem tam wejść, ale teraz miałem już kartę dostępu do poziomu piątego. Co sił w nogach popędziłem do pierwszego kompleksu. Niestety, po drodze czekało kilka na mnie niespodzianek. Najpierw piesek ostrzegł mnie przed groźnymi wilkami, potem w kanionie natknąłem się na pole minowe. Na domiar złego ktoś rozmieścił wokół kamery.a szczęście przejście do kompleksu pierwszego nie było już zabezpieczone laserowymi czujkami. Zjechałem na poziom B2.
Musiałem zachować wzmożoną ostrożność. Tym razem po pomieszczeniu kręciło się trzech strażników. W zbrojowni, w ostatnim magazynku, do którego wcześniej nie mogłem się dostać znalazłem karabin snajperski. Kiedy wróciłem, ciała Meryl już nie było. Obiecałem sobie, że ją znajdę, żywą lub martwą. Starając się pozostać w ukryciu, zażyłem diazepan i złożyłem się do strzału. Trafiłem zaczajonego snajpera sześć razy, zanim nie odpuścił. Choć i tak nie do końca. Zadzwoniłem do Mei Lin i zapisałem stan gry. Kiedy chciałem podejść do drzwi znajdujących się obok galeryjki, z której padały strzały, zostałem otoczony, a z ukrycia wyszedł snajper... mający postać pięknej kobiety. Zapytała czy chcę zginąć przed czy po Meryl. Odparłem że zginę, ale po miej... Nie pamiętam, co się ze mną dalej działo. Ocknąłem się w jakimś laboratorium słysząc głosy kilku osób. Okazało się że to Liquid, Ocelot i Wolf, przy okazji dowiedziałem się, że rozmowy z rządem utknęły w martwym punkcie. Dostałem się w łapy Ocelota, torturował mnie prądem. Starał się wydobyć ze mnie informacje o dysku Bakera i kluczu magnetycznym PAL. Chciał wiedzieć. jaki trick kryje się za nim. Aby przeżyć tortury musiałem wysilić się do granic wytrzymałości. Naciskałem O (kółko) jak szalony, a Ocelot raził mnie przez dłuższy czas prądem. Raz, drugi, trzeci, coraz dłużej to trwało. Nie dałem za wygraną i odprowadzono mnie do celi. Dlaczego oni wszyscy sądzą, że jestem bratem Liquida? W celi zastałem szefa DARPA, wyglądał, jak by nie żył od kilku dni. Na początek okazało się, że rząd za wszelką cenę chce uniknąć ujawnienia wiadomości o wydarzeniach na Dark Mouse Island. Cała ta operacja przeprowadzona była w tajemnicy i bez wiedzy prezydenta. Nie istniała broń atomowa nowej generacji, nie istnieli porywacze, geno-żołnierze...
Potem ponownie zabrano mnie na przesłuchanie, ale i tym razem okazałem się twardszy. Ocelot bredził coś o swoich rosyjskich mocodawcach. Znów wylądowałem w celi, tym razem pełen najgorszych myśli o następnym przesłuchaniu. Rozmowa z Royem i Naomi zeszła na bardzo prywatne tory. Zdradziłem im, że Big Boss twierdził, że jest moim ojcem. Wspomniałem też o Franku Jaegerze, moim przyjacielu, którego zabiłem na Zanzibarze 6 lat temu, a który pojawił się w sztucznym ciele Ninji. Roy polecił mi obserwowanie strażnika. Zauważyłem, że jest zakatarzony (coś mi świtało w głowie, że to jego rozebrała Meryl na poziomie B1) i znika co chwilę w łazience. W tym samym momencie pojawił się Otacon. Podał mi ketchup i coś do jedzenia. Ale nie tylko, dostałem od niego kartę dostępu poziomu 6. i chusteczkę Wolf. Ten szaleniec zakochał się w niej chyba. Kiedy odszedł, ukryłem się pod pryczą. Wkrótce pojawił się strażnik. Zaciekawiony tym, że mnie nie widzi wszedł do celi. Na to czekałem, wysunąłem się spod pryczy i obezwładniłem go. W sąsiednim pomieszczeniu znalazłem swój ekwipunek. Przejrzałem szybko, czy czegoś nie brakuje. Znalazłem nawet więcej. Podejrzany pakuneczek z zegarem, lepiej go wyrzucę, pomyślałem. I całe szczęście. Nim spadł na podłogę, zamienił się w kulę ognia.Wyjścia bronił karabin maszynowy sprzężony z kamerą. Załatwiłem go Nikitą. Po drodze na miejsce ostatnich zdarzeń przeszukałem kilka zamkniętych wcześniej pomieszczeń. Zdobyłem w ten sposób lekarstwo i mnóstwo amunicji. Wróciłem na miejsce niedawnej strzelaniny. Trzymając w ręce chusteczkę Wolf mogłem spokojnie ominąć psy. Niezły numer. Minąłem feralne drzwi i posuwałem się naprzód z największą ostrożnością. Za następnymi drzwiami na moje nieszczęście znajdowała się kamera, która wyłuskała mnie niczym ziarnko słonecznika. Zaroiło się od strażników. Chwyciłem linę i pognałem schodami na górę. Przy okazji trochę postrzelałem do napastników, by ostudzić ich zapał do pościgu. Gdy odwoływano alarm, ja dobiegałem właśnie do drabinki. Wspiąłem się po niej aż na dach kompleksu. Po lewej stronie miałem ogromną antenę satelitarną. Już miałem wejść na pomost łączący budynki, gdy ktoś ostrzelał antenę pociskami kierowanymi i wielka metalowa czasza runęła niszcząc kruche połączenie pomiędzy dachami. Szybko zorientowałem się, kto jest sprawcą zamieszania. Liquid Snake powrócił do bazy swoim najnowszym śmigłowcem, tym samym, który odlatywał, kiedy wchodziłem na lądowisko. Nie było innej rady, podszedłem do krawędzi dachu, przywiązałem linę do barierki i opuściłem się na dół. Miałem trochę kłopotu z omijaniem strumieni gorącej pary, ale jakoś dotarłem do pomostu łączącego obie budowle. Trzech terrorystów pilnujących końca pomostu nie stanowiło dla mnie teraz przeszkody, Nikita to bardzo przydatna rzecz. Nawet pojawienie się śmigłowca z Liquidem nie było mi w stanie przeszkodzić w dotarciu do drzwi. Byłem w środku, gdy pierwsze wystrzelone przez niego pociski dotarły do pomostu.
W korytarzu leżała skrzynka stingerów. Idąc dalej dotarłem do schodów i zszedłem na dół. Lecz tu droga się kończyła. Liquid uszkodził schody podczas ostrzału wieży. Wróciłem na górę. Koło windy natknąłem się na Otacona. Przesunął skrzynki i otworzył mi nowe przejście. Ale nie była to zbyt łatwa droga. Musiałem co chwila niszczyć kamery, choć znałem też inny sposób na ich oszukanie - granaty dymne. Gdy wreszcie dotarłem na górę, zebrałem pociski i wspiąłem się po drabinie. Znalazłem się na dachu budynku. Teraz przyszła kolej na decydujące starcie z Liquidem i jego latającą fortecą. Miałem jednak tym razem pod ręką stingery, a taktyka jaką obrałem była bajecznie prosta. Odpalałem pocisk, gdy śmigłowiec nadlatywał i natychmiast kryłem się za murem obok wyjścia. Kilkanaście trafień uszkodziło maszynę i śmigłowiec runął z hukiem. Otacon naprawił w tym czasie windę. Wróciłem schodami i zjechałem nią na pierwsze piętro. Gdy wsiadałem, zdziwiło mnie, że włączył się alarm przeciążenia. Miałem wprawdzie przy sobie trochę broni, ale... Zadzwonił Otacon. Powiedział, że ktoś ukradł cztery prototypy kombinezonów stealth. Tak, wiedziałem, czego oczekiwać podczas jazdy. Musiałem zdjąć czterech niewidzialnych terrorystów, którzy nie przejawiali ochoty na polubowne załatwienie tej sprawy. W pomieszczeniu, do którego dotarłem znalazłem amunicję. Gdy zebrałem wszystko, co było mi potrzebne, wyszedłem na zewnątrz. Wąskie korytarze pełne były kamer, ale od czego są granaty dymne. Przede mną rozciągała się ogromna wolna przestrzeń znikająca w mrocznej oddali. Ruszyłem naprzód trzymając się prawej strony i oberwałem kulkę od pięknej snajperki. Nie było wyjścia, zastosowałem taktykę skuteczną w pierwszym starciu. Okazała się ze wszech miar słuszna. Trafiona w pierś piękność upadła z krzykiem na ziemię. Żałowałem trochę, że muszę ją zabić. Ale nie chciałem, by się dłużej męczyła. I tak pisana jej była śmierć. Już unosiłem pistolet do strzału, gdy pojawił się Otacon. Podał snajperce jej karabin, a ja ze ściśniętym sercem wypełniłem moją powinność. I oddałem jej chusteczkę. Nie potrzebowałem jej już...

[center]Obrazek[/center]
Ruszyłem do znajdujących się w pobliżu budynków. Idąc na prawo od zabitej kobiety przejrzałem wszystkie dostępne magazyny, były dobrze zabezpieczone minami i kamerami. W jednym z nich znalazłem tez schody. Na ich końcu znajdowały się drzwi. Otworzyłem je i niemal natychmiast zauważyłem strażnika patrolującego teren. Zaczaiłem się za skrzynkami, a kiedy terrorysta zbliżył się do mnie, skręciłem mu kark. W ten sposób zyskałem chwilę spokoju. Wykorzystałem to sprawdzając dokładnie całe otoczenie. Znajdowałem się na pomoście, obok którego jeździła suwnica. Niedaleko od miejsca, gdzie stałem, zauważyłem też szyb windy, ale kabina znajdowała się na dole. Ruszyłem w kierunku suwnicy, znalazłem wąski gzyms, po którym udało mi się przejść na przeciwległy pomost. Także tutaj jeden z terrorystów pełnił wartę. Wyeliminowałem go, podobnie jak jego kolegę z przeciwka. Po jego usunięciu dokładnie zwiedziłem całe pomieszczenie starając się nie wlecieć do płynnego metalu. Znalazłem przy okazji wiele amunicji. Zwłaszcza po przejściu miedzy rurami z gorącą parą. Pozbierałem wszystko, co się tylko dato ruszyć i wyszedłem przez wielkie drzwi.
Kilka kroków dalej zobaczyłem ogromną windę, tak wielką, że bez trudu zmieściłyby się w niej dwa czołgi. Dostałem się do pulpitu sterowniczego i nacisnąłem przycisk "dół". Wielka metalowa platforma ruszyła z chrzęstem, ale w chwilę później pojawili się na niej nieproszeni goście. Nie takich już wysyłałem do bozi. Zebrałem amunicję, jaka po nich została i spokojnie zjechałem na dół. Używając stingera zniszczyłem kamerę, a dzięki wykrywaczowi min i goglom termowizyjnym ominąłem pozostałe pułapki. Trafiłem do następnej windy. Niestety, przed nią znajdowało się małe pole minowe, a mój wykrywacz min nie za bardzo chciał działać. Zjechałem jeszcze niżej. Najwyraźniej zbliżałem się do otwartej przestrzeni, bo wszędzie unosiły się kruki. Zadzwonił Master Miller i podzielił się ze mną podejrzeniami wobec Naomi. Skłamała mówiąc o przeszłości. To mogło oznaczać, że jest wtyczką terrorystów. Zanim platforma się zatrzymała, poczułem przenikliwy ziąb. Wszystko dookoła było oblodzone. Znalazłem tylko jedne drzwi w tym pomieszczeniu i skorzystałem z nich. Po przekroczeniu progu trafiłem na plac pełen skrzyń. Przywitał mnie Vulcan, zapamiętałem jego wytatuowane ciało, to on strzelał do mnie z czołgu w wąwozie. Więc jednak przeżył. Tym razem mieliśmy bardziej wyrównane szanse na starcie. Biedak nie wiedział, że zostało mi kilka claymore'ów. Dały mu popalić. Potem doprawiłem go znanym sposobem. Granaty są dobre na wszystko. Wojownik Siuksów wyzwał mnie na osobliwy pojedynek i uznał moją wyższość oddając mi swoją kartę dostępu do poziomu 7. Dowiedziałem się. że w celi, do której trafiłem wcale nie było Donaldsona. a tylko podstawiony facet, Decoy, jeden z ludzi Liquida. Kruki dokończyły mojego dzieła. Dziwny był z niego szaman.
Po śmierci wytatuowanego olbrzyma pogadałem z Masterem o Naomi i podążyłem dalej. Następna brama zaprowadziła mnie na pomost, wokół którego zainstalowano chyba z pięćdziesiąt kamer. Jeden granat dymny wystarczył, by je ominąć. Trafiłem potem do następnego korytarza, a potem... zobaczyłem olbrzymią konstrukcję, o której tyle mówiono. Metal Gear.
Wielki robot stał pośrodku sali otoczony siecią pomostów. Na jeden z nich można się było wspiąć po drabince, co też uczyniłem upewniwszy się. że nikt mnie nie widzi. Zadzwonił Otacon z informacją, że usiłuje włamać się do prywatnych zbiorów Bakera. Tam może kryć się odpowiedź na trik z kluczami PAL. Sprawdzałem bardzo skrupulatnie każdy z mijanych pomostów w poszukiwaniu amunicji i innych użytecznych przedmiotów. Co chwilę dzwonił Otacon z coraz to nowymi informacjami. Okazało się. ze nowy rodzaj testowanych głowic jest czymś niezwykłym, nie będą one przenoszone na rakietach, lecz wystrzeliwane ze specjalnych dział, co wyłączy je spod rokowań o redukcji w układzie START 3. Ponadto zastosowano w nich technologię stealth. przez co stanowią absolutnie niewykrywalną broń pierwszego uderzenia. Wolałem nie myśleć o konsekwencjach ich użycia. Wkrótce znalazłem się na grzbiecie maszyny. Ostrożności nigdy za wiele. Stingerem zniszczyłem kamerę przed włazem do sterowni. Strażnikowi, który miał to nieszczęście stanąć na mojej drodze, po prostu skręciłem kark. Potem spokojnie wspiąłem się po drabince do włazu. Nie wszedłem jednak do środka. Podsłuchałem rozmowę Liguida i Ocelota, zamierzali wystrzelić pocisk na instalacje nuklearne gdzieś w Chinach. Wspominali też jeszcze o jakimś specyfiku zwanym FoxDie, podobno to on zabił Octopusa i Bakera. Otacon odkrył wreszcie tajemnicę klucza PAL. Nie potrzebowałem trzech kart. Ta jedna wystarczała za wszystkie. Zrobiono ją z materiału zmiennokształtnego. Pod wpływem temperatury zmieniała się. Musiałem zapamiętać kombinację, bo mogłem jej użyć tylko raz. Najpierw żółta karta, potem niebieska -zimna, na końcu czerwona - gorąca. Zauważyłem w środku komputer z identycznym oznakowaniem jak karta, którą dała mi Meryl w toalecie. Obok znajdowały się jeszcze dwa inne komputery, ale w tym momencie kamera, którą musiałem jakoś przeoczyć wszczęła alarm i Oceiot strzelił do mnie. Na szczęście nie trafił, ale wytrącił mi z ręki kartę, którą właśnie oglądałem. Z przerażeniem patrzyłem, jak spada w dół hangaru.
Nie miałem wyjścia, czekała mnie długa droga powrotna. Po dotarciu na sam dół wszedłem do wody. gazie oprócz karty znalazłem także amunicję i dwie racje żywnościowe. Wróciłem po raz Kolejny na górę. Kiedy wszedłem do sterowni, nie było już w niej nikogo. Rozwaliłem kamery, żeby nie ściągnęły mi na głowę niebezpieczeństwa i włożyłem kartę do komputera. Otrzymałem informację, ze komputer zaakceptował pierwszą z trzech kart kodowych i czeka na następne. Wróciłem z powrotem aż do miejsca, gdzie pokonałem Vulkana. Wsłuchując się w krakanie kruków, poczekałem aż karta zmieni kolor. Niesamowite, ale do złudzenia przypominała tę widoczną na Komputerze. Jak najszybciej się dało wróciłem do sterowni i zniszczyłem kamery, a potem włożyłem kartę do czytnika. Podobnie jak poprzednim razem usłyszałem, ze karta została zaakceptowana i powinienem włożyć jeszcze trzecią kartę. Teraz czekała mnie znacznie dłuższa wycieczka, musiałem dostać się do pomieszczeń hutniczych w pobliżu basenu wypełnionego płynnym metalem. Niestety, pojawiło się na niej kilka raczej mało miłych niespodzianek. Takich jak strażnicy. Do tego Miller wysnuł ciekawą teorię o Naomi i jej związkach z tajemniczymi zejściami moich rozmówców. Prawdopodobnie i ja zostałem zakażony FoxDie jak Octopus i Baker. Niewesoła sytuacja. Na dodatek w drodze powrotnej skontaktowała się ze mną Naomi. Wyjaśniła, dlaczego skłamała. Mój przyjaciel Jaeger uratował ją w Afryce, potem przygarnął ją Big Boss, a ja obu zabiłem. Dlatego zapragnęła się zemścić. Ninja, którego stworzyła wymknął się jej jednak spod kontroli i przybył tu za mną, by stoczyć ostatnią walkę. Nie wiedziałem, ile mi jeszcze czasu zostało, zanim wirus się uaktywni, gdyż pułkownik przerwał naszą rozmowę. Nie wszystko było dla mnie jasne. Wróciłem do sterowni i zadowolony przesunąłem trzecią kartę przez czytnik. Również i ona została zaaprobowana. Ale ten fakt wyczerpał limit dobrych zdarzeń. To, co stało się w chwilę później za sprawą Master Millera, zapamiętam do końca życia. On również uczestniczył w spisku, co więcej okazało się, że to Liquid w przebraniu. Nie potrafił wydobyć z Donaldsona kodów, dlatego pozwolił mi na dotarcie do bazy i odwalenie całej roboty za niego. Uaktywnił głowice na niby, a ja chcąc je odłączyć dostarczyłem kodów startowych. Teraz miałem iść w odstawkę. Zaplanowano wszystko ze szwajcarską precyzją. Zresztą uruchamiając maszynerię spodziewałem się najgorszego. I nie zawiodłem się na swoim instynkcie. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a pomieszczenie wypełnił trujący gaz. Myślałem, że już po mnie, ale na szczęście udało mi się skontaktować przez radio z Otaconem. Doktorek złamał zabezpieczenia w niespełna minutę. Jak tylko wydostałem się na zewnątrz, ruszyłem w pościg za Liquidem. Zauważyłem, że wskakuje do maszyny, jeśli mnie przeczucie nie myli, to nadszedł czas na ostateczne rozwiązanie moich porachunków z tą kanalią. Zanim doszło do walki, dowiedziałem się od niego o kolejnej wersji zdarzeń. Muszę przyznać, że bardzo prawdopodobnej. To chłopcy z Pentagonu zaaranżowali cały ten burdel z porwaniami, by zlikwidować po cichu geno-żołnierzy przy pomocy wirusa, na ich nieszczęście Naomi pracowała na dwie strony, co już wiedziałem. Mój genetyczny brat Liquid miał rację, byłem ostatnim człowiekiem w tym przedstawieniu, który tego nie wiedział. Na domiar złego dowiedziałem się, że to właśnie ja roznoszę wirusa wszczepionego mi przez Naomi. Stanąłem naprzeciw gigantycznego mecha. Czułem się jak przysłowiowa mrówka przed walką ze słoniem. Nie miałem pojęcia, jak zabrać się do maszyny zdolnej przetrzymać wybuch atomowy. Strzelanie spod kadłuba nie na wiele się zdało, zatem postanowiłem trochę zmienić taktykę. Postawiłem zasłonę z kilku granatów dymnych i korzystając z zamieszania, odpaliłem stingery w jego radary. To pozbawiło gigantycznego robota możliwości widzenia. Do przerwy jeden zero dla mnie. Ale to jeszcze nie był koniec. Ni stąd, ni zowąd pojawił się mój stary znajomy, Ninja. Ale tym razem postanowił zagrać w mojej drużynie. Podczas szaleńczej kanonady oślepionego robota skryliśmy się za skrzyniami i tam poznałem motywy, jakimi kierował się tajemniczy wojownik. Wyznał mi, że to on był odpowiedzialny za śmierć rodziców Naorni. On też był tym tajemniczym pomocnikiem, który od czasu do czasu pomagał mi. Potem wyruszył do nierównej walki, nawet dobrze mu szło, dopóki nie dostał się na drogę wiązki laserowej, która obcięła mu rękę. Ale nie poddał się, wywinął potężne salto i wylądował na gzymsie, z którego prowadził nieustanny ostrzał mecha. To najtwardszy facet, jakiego w życiu widziałem. Niestety, nie udało mu się wytrzymać naporu wielu ton stali, gdy olbrzymia machina przechyliła się w jego stronę miażdżąc całą ścianę.

[center]Obrazek[/center]
Dość tego, pomyślałem, czemu wszyscy ludzie, którzy decydują się stanąć po mojej stronie muszą tak marnie kończyć? Czas załatwić tę sprawę ostatecznie. Zdecydowałem się na otwartą konfrontację. Założyłem kev-larową kamizelkę i stanąłem na wprost robota. strzelając nieustannie ze stingera. Nie zważałem na ciosy i wybuchy, zażywając co chwila racje żywnościowe. Nie wiem nawet, kiedy ogromny mech przewróci) się po głośnej eksplozji. W chwilę później straciłem przytomność. Ocknąłem się na grzbiecie kolosa ze związanymi rękami. Przede mną stał Liquid. Powiedział mi, że zostaliśmy sklonowani jako żołnierze przyszłości. Projekt nazwano „Enfant Terrible". Liquid opowiadał straszne rzeczy o eksperymentach, które dały początek naszemu życiu. Potem rozwiązał sznury i zaproponował mi dość niezwykły układ. Jeśli pokonam go w określonym czasie, będę mógł zająć się Meryl, która leżała opodal nie dając oznak życia. Jeśli nie zdążę, wymowny gest pokazał mi, co się wtedy stanie. Informacja od pułkownika, która tymczasem nadeszła rozwiała ostatnie wątpliwości. Pentagon za chwilę zbombarduje bazę. Miałem niespełna trzy minuty, ale zdążyłem. Nie poddałem się na torturach, podobnie jak Meryl, silna dziewczyna, przeżyła tak wiele, ale ją uratowałem. Skontaktowałem się z Otaconem, powiedział, że otworzy mi wyjście, ale musi zostać w bazie, inaczej nie usunie kodów blokady (Jeśli się poddałeś, Meryl nie żyje. a ty uciekniesz z Otaconem). Biegnąc za nim trafiłem do garażu z łazikami. Podczas gdy Otaconowi przypadło zadanie zapalenia silnika któregokolwiek z pojazdów, ja oddałem się radosnemu dziełu zniszczenia. Każdy bandyta, który nawinął mi się pod rękę, konał. Wreszcie jeden pojazd odpalił i wysadzając beczki z chemikaliami skierowaliśmy go do tunelu. W czasie jazdy dwukrotnie natrafialiśmy na rampy pełne strażników, ale udało mi się ich załatwić za pomocą karabinu maszynowego zamontowanego na samochodzie. To samo spotkało wartowników przy bramie. Niestety, to jeszcze nie był koniec zabawy. Z daleka zobaczyliśmy światła zbliżającego się pojazdu. To Liquid ścigał nas drugim łazikiem. Skierowałem na niego lufę karabinu i strzelałem długimi seriami. Strzelanina trwała dość długo aż nagle wóz Liquida przyspieszył i zajechał nam drogę... Następna rzecz, jaką pamiętam to ogromny ból i przenikające do wnętrza ciała zimno. Ocknąłem się i zorientowałem, że zostałem przywalony przez karoserię naszego pojazdu.
Obok mnie leżała Meryl. Próbowaliśmy wydostać się spod wraku, kiedy pojawił się nad nami Liquid. On też był ciężko ranny, ale za wszelką cenę chciał pozbawić nas życia. Już podnosił broń do strzału, gdy mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa i zgasła w nim ostatnia iskra życia. FoxDie zadziałał... Roy przesłał mi ciekawą informację, atak odwołano, a on znów przejął inicjatywę. Potem rozmawiałem z Naomi, ale nie przekazałem jej słów Ninji. Wolałem nie wywlekać takiej tragedii. Nie wyjaśniła mi jednak, dlaczego nie umarłem od wirusa... Jakoś wspólnymi siłami udało nam się wydostać spod wraku. Schodząc ze wzgórza do kryjówki, w której ukryto skuter śnieżny rozmawialiśmy o tym, co niedawno się stało. Pomyślałem, że teraz mam już dla kogo żyć. Postanowiłem, że zaszyję się gdzieś razem z Meryl. I tak nie moglibyśmy pokazać się na starych śmieciach. Oficjalnie już nie żyjemy...
Tak zakończyła si&#
Ciągle zapominamy, że człowiek nieustannie musi korzystać z pomocy innych ludzi.
Dlatego poniżamy się, wyśmiewając potrzebujących pomocy.

ODPOWIEDZ